|
| Wiek: | nie podano |
moje tagi
Ostatnia aktywność: 20.02.2010 o 14:49
Cisza
nareszcie się wysypiam i nie muszę siedzieć cały czas przy
zamkniętych drzwiach. Kilka dni temu dzieciak wrócił tam gdzie jego
miejsce czyli do Piły, z dala ode mnie
Mogę zatem w
spokoju oddawać się mojemu ukochanemu zajęciu czyli pisaniu pracy
Poprawiam co mam do poprawy, dopisuję ostatni 5-ty rozdział i
czekam aż Miłościwie Nam Panująca Pani P. raczy oddać mi dwa
rozdziały które przetrzymuje już od blisko dwóch miesięcy. Wcale
nie denerwuje mnie fakt że na pewno uzna że te rozdziały są
bezwartościowe, ani to że znów zostawi mi na marginesach złośliwe
komentarze, ani to że obiecała się do mnie odezwać po tym jak te
rozdziały przeczyta i nie odezwała się do tej pory ponieważ
wyjechała do innego miasta gdzie nie ma internetu i wcisnęła mi kit
tylko po to żeby się mnie pozbyć, ani nawet to że wróci w połowie
września więc bronić się będę najwcześniej w październiku i będę
musiała załatwić sobie przedłużenie roku, oczywiście nie za darmo.
Nie. Ja jestem spokojna.

W Cork natomiast - inny świat. Ludzie mili, uśmiechnięci, pomocni, przyjaźni. Nikt się nie spieszy, każdy jest szczery i ufa innym, nie tak jak u nas. Nawet pogoda się poprawiła specjalnie dla mnie
Miasteczko Cobh - maleńka perełka nad samym morzem, z muzeum Titanica i Lusitanii, bo historia obydwu tych statków jest z tym miejscem związana. Z portem gdzie przybijają olbrzymie promy, małe łódki rybackie, żaglówki, ale też ogromne amerykańskie lotniskowce. Z niezwykle stromymi uliczkami, pubami które przeżyły bez zmian kilka pokoleń, serdecznymi ludźmi i dworcem który nie zmienił się od wieku.
Fota - tak maleńka że byłaby zapomniana gdyby nie specjalny park z dzikimi zwierzętami które spacerują sobie wolno pomiędzy ludźmi, jedynie nieliczne groźne gatunki pozostają w ogrodzeniach.
Wyspa Cape Clear, która przy tak pięknej pogodzie jaka mi się trafiła przypomina raczej wyspę tropikalną niż europejską, otoczona niebieskimi wodami oceanu, zamieszkałymi przez delfiny. Przewoźnicy oferują nawet specjalnie rejsy żeby je oglądać, dalej można spotkać nawet wieloryby. Jedna z przybrzeżnych wysp w okolicy wykupiła niedawno polska rodzina
Blarney - z zamkiem gdzie według tradycji całuje się kamień (trzeba to zrobić leżąc na plecach nad przepaścią) aby zyskać niezwykłą elokwencję, z przepięknymi ogrodami i pobliskim Rock Close gdzie można oglądać pozostałości po druidach
Midleton - ojczyzna whiskey Jameson
Dingle - miejscowość w hrabstwie Kerry, ukryta między górami i sąsiadująca z morzem, jej główną atrakcją są oceanarium i delfiny, leży na półwyspie Dingle który jest jednym z piękniejszych miejsc w Irlandii jednak zabrakło mi czasu by go zwiedzić.
To tak w wielkim skrócie
P.S. A to dopisek dla pewnej bardzo konkretnej osoby która wprawdzie nigdy więcej go nie zobaczy ale był tu oryginalnie: Nie interesuje mnie twoja opinia na żaden temat więc zachowaj ją dla siebie. Nie pisz do mnie głupich smsów bo nie mam nawet ochoty ich czytać. O ile pamiętam obiecałeś swojej ukochanej że nie będziesz się ze mną kontaktował więc po co to robisz? Nie mógłbyś chociaż raz dotrzymać słowa danego komukolwiek? Żegnam
I'll make my own way
Without your senseless hate... hate... hate... hate.
So run, run, run
And hate me, if it feels good.
I can't hear your screams anymore
You lied to me
But I'm older now
And I'm not buying baby
Demanding my response
Don't bother breaking the door down
I found my way out
And you'll never hurt me again.

